niedziela, 6 października 2013

Śmierć biegacza a moja pierwsza dyszka

Przyznam się szczerze że wiadomość o śmierci biegacza który wystartował w Biegnij Warszawo mocno mnie uderzyła. można powiedzieć że walnęło mną o podłogę. Dlaczego? Nie znałam mężczyzny, nie biegłam w tym biegu. Otóż wydarzenie to potrząsnęło mną pod kątem mojego pierwszego startu który planowałam zrealizować w Tarnowie.

Miała być to moja pierwsza dyszka, wszystko fajnie jednak prawda jest taka ze na dzień dzisiejszy z całą pewnością nie jestem gotowa na to aby przebiec 10 km, a już na pewno nie w Tarnowie.

Już z opisu biegu można wywnioskować że jest to bardzo wymagająca dziesiątką 4 rasy schody + podbiegi  i w tym wszystkim ja. Ta która jeszcze ani razu nie przebiegła 10 km. Dziś chłodnym okiem widzę że to jeszcze nie mój czas, jeszcze nie teraz.

Przyznaję się że nakręciłam się za bardzo na to całe bieganie na zawodach. Czytam wszystkie blogi przezywam z piszącymi ich porażki i sukcesy i nakręcam się chyba aż za bardzo. Trzeba przystopować i realnie popatrzeć na swoje możliwości. Na dzień dzisiejszy stwierdzam ze to jeszcze nie ten czas.

7 komentarzy:

  1. miałam biec w tym biegu, przygotowywałam się do niego, jednak z powodu ważnej "awarii" nie zdążyłam dojechać na czas, jak dziś usłyszałam o tym biegaczu miałam ciarki na plecach,straszne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że każdy biegający przeżył tą tragedię, tylko ten który nie biega może wypisywać takie bzdury jak czyta się w komentarzach pod niektórymi artykułami, brak słów

      Usuń
  2. Czytając ostatni akapit - jakbym czytała o sobie. Ale pora się "ogarnąć", najpierw porządne treningi, osiągnięcie sukcesów dla samej siebie, a później dzielenie się z innymi i rywalizacja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za kolejne kroki w dążeniu do sukcesów

      Usuń
  3. Życzę powodzenia na pierwszych dziesięciu kilometrach, ja też zamierzam dziś przebiec podobny dystans ;)
    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słusznie, do wszystkiego trzeba podejść z rozsądkiem, nie patrzeć na innych, ale na chłodno oceniać własnej możliwości. :) Ja zaczęłam biegać jakoś w maju, w pierwszych zawodach wystartowałam we wrześniu, to było niecałe 5 km, w pierwszym biegu na 10 km - ostatniego grudnia. Ale to nieważne. ;) Ważne, że za każdym razem, kiedy zapisywałam się na bieg, miałam już za sobą przebiegnięty taki dystans, więc byłam pewna, że o ile nie wydarzy się jakaś katastrofa, to podołam. Teraz z perspektywy czasu wiem, że robiłam dużo głupich rzeczy, ale akurat jeśli chodzi o starty, to była niegłupia taktyka. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń